14 czerwca 2023

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło

Nie każda nasza decyzja jest dobra, a nie wszystkie zmiany w naszym życiu są zmianami na lepsze. Ale sukces takiej decyzji  lub zmiany polega na tym, że potrafimy to zrozumieć, pogodzić się z tym i przyjąć odpowiedzialność za podjęte kroki. A jeśli jeszcze wyciągniemy z tego lekcję, to można powiedzieć, że okiełznaliśmy trudną sztukę znajdowania korzyści w trudnych sytuacjach. Opowie nam o tym Edyta Furman-Więcka, nasza specjalistka HR.

Odejścia i powroty do tej samej pracy mogą być trudne. Wiem o tym, bo tak jak Ty, również i ja mam doświadczenie takiego odejścia i powrotu po około roku. W moim przypadku było to bardzo pozytywne doświadczenie, bo pomimo upływu czasu i niejasnej atmosfery podczas samego odejścia praktycznie wszyscy przywitali mnie bardzo serdecznie. Z tego co wiem, w Twoim przypadku było podobnie.

Tak! Ja też tak miałam, że przychodziły różne osoby, na przykład na przerwie w kuchni, i zagadywały do mnie: o, coś długo Cię nie było! Pracowałaś zdalnie? Ale to było bardzo miłe, że ktoś mnie pamiętał, że ktoś mnie jednak kojarzył. 

Choć trzeba przyznać, że u Ciebie czas pomiędzy odejściem do innej firmy a powrotem był znacznie krótszy.

Nie było mnie w Onwelo łącznie dwa miesiące. Pracowałam tutaj do końca marca 2022 roku, a cały kwiecień i 1,5 tygodnia maja w nowej firmie. Pod koniec tego samego maja wróciłam do Onwelo, ale ze względu na przeprowadzkę firmy do biura zaczęłam chodzić w czerwcu.

Chciałoby się powiedzieć, że w tak krótkim czasie pewnie nawet nie poczułaś zmiany. Ale Twoje odejście i powrót przypadły na gorący czas w firmie.

Jak odchodziłam z Onwelo, to faktycznie było ono w trakcie dużej zmiany. Działo się dużo fajnych, pozytywnych rzeczy, łącznie ze zmianą biura czy powrotem „piwnych piątków”. I w momencie, gdy wróciłam tutaj pod koniec maja, to tak jakbym przyszła do zupełnie innej firmy. Abstrahując już od nowego biura i aspektów wizualnych, to dokonała się duża zmiana w tym, jak firma jest ułożona i jak działa. Dziś dużo rzeczy jest już przeprocesowanych. Został też położony duży nacisk na działania employer brandingowe: na integracje, przyjazną atmosferę i wspólne wyjścia – czyli wszystko to, czego wcześniej mocno mi brakowało, czyli tego aspektu ludzkiego i czegoś więcej niż sama praca. Kiedy tego nie było, to nawet po pół roku pracy czułam się tutaj cały czas jak nowa osoba. Wszyscy w biurze się znali, a mnie ciężko było się w tym odnaleźć i w to wszystko wejść. 

W czasie mojej nieobecności w biurze pojawiło się dużo nowych twarzy. W momencie, gdy wróciłam do organizacji i zaczęły się wspólne integracje, piwne piątki i inne inicjatywy, to było mi już o wiele łatwiej. I uważam, że to jest duży plus dla Onwelo, że teraz dużo łatwiej nowym osobom się tutaj odnaleźć.

Czy musiałaś nadrabiać dużo wiedzy, wdrażać się w nowe rzeczy po powrocie?

Nie. Może dwie-trzy rzeczy, np. normy ISO, których musiałam się nauczyć. No i wdrożyć się w inne role, w inny zakres zadań.

Nie sposób zapytać o powód Twojego odejścia. Czy powodem był brak integracji?

Przez to, że nie mieliśmy żadnego takiego wyjścia integracyjnego, żeby poznać się jako zespół, Onwelo wyglądało wtedy dla mnie jak taka typowa korporacja, z której uciekłam jeszcze przed zatrudnieniem się w naszej firmie. Bo wcześniej pracowałam właśnie w korporacjach i mam z nimi bardzo niefajne doświadczenia. Było tam bardzo mało tego aspektu ludzkiego, a ja bardzo lubię budować relację i spędzać z ludźmi czas. Bardzo nie lubię też sztywnych zasad, formalności, formalizacji, biurokracji i korpozwyczajów. No i było kilka takich sytuacji, w których za zbytni luz z mojej strony została mi zwrócona uwaga. I był to jeden z takich powodów, dla których stwierdziłam, że chcę pójść do innej organizacji – trochę mniejszej, mniej sformalizowanej, luźniejszej… 

W dodatku akurat odezwała się do mnie osoba z firmy, w której pracuje mój mąż. Słyszałam, że jest tam fajnie, a dostałam fajną propozycję, więc zdecydowałam się ją przyjąć.

Opis obrazka

Czym się zajmowałaś w nowej pracy?

To też była rekrutacja w IT – ale rekrutowaliśmy do firmy wewnętrznie, a dopiero potem przydzielaliśmy do projektów. Tu w Onwelo rekrutujemy od razu do projektów.

Czyli w zasadzie robiłaś tam to samo, co wcześniej w Onwelo.

Dokładnie to samo, ale miałam mieć więcej odpowiedzialności. Miałam układać procesy, procedury i tego typu rzeczy, więc dużo było pracy organizacyjnej. Ale byłam tam tylko miesiąc. 

W nowej pracy nie było tego, co tak mi przeszkadzało w Onwelo, czyli zbytniego przywiązania do zasad, procedur, pewnej sztywności w działaniu.  

Na początku wydawało mi się to świetną perspektywą. W praktyce okazało się, że jest tam przez to straszny bałagan – brak formalizacji okazał się czynnikiem powodującym chaos, co komplikowało pracę i stwarzało pole do nadużyć.  

Również tych o charakterze mobbingowym, o czym niestety miałam okazję się przekonać na własnej skórze. Wtedy przekonałam się, że te wszystkie zasady, od których tak uciekałam, tak naprawdę są potrzebne… nawet jeśli niektóre są może zbyt sztywne. 

Musiałam przełknąć gorzką pigułkę i nauczyłam się wtedy, że te zasady i formalizacja pracy może być pomocna i że widocznie taka jest charakterystyka pracy w większych firmach, takich jak Onwelo. Niektórych spraw nie przeskoczymy. Więc rzeczy, które ja uważałam, że nie są idealne, okazały się tak naprawdę tylko szczegółami. Myślałam, że na pewno znajdę miejsce, gdzie będzie idealnie. Okazało się, że wygląda to tak, a nie inaczej, i że to ja się muszę dostosować, a nie wiecznie szukać idealnych miejsc.

Trudno było wrócić do Onwelo? Przechodziłaś standardową rekrutację, jak nowe osoby?

Odezwałam się bezpośrednio do mojej byłej przełożonej. Zadzwoniłam do niej i byłam bardzo szczera – zapytałam wprost, czy jest możliwość powrotu, bo ta zmiana nie wyszła na dobre. Miałam z nią bardzo szczerą rozmowę o tym, dlaczego chciałabym wrócić. Nie od razu się zgodziła. 

Przez pierwsze kilka miesięcy musiałam jednak odbudować zaufanie wobec mojej osoby, bo dość ostrożnie podchodziło się do kogoś, kto z jakiegoś powodu odszedł i to po dość krótkim czasie. Dlatego moje pierwsze miesiące po powrocie były kluczowe. Ważne było to, abym pokazała, że rzeczywiście mi zależy i zaangażowała się w pracę. W sumie to mogę powiedzieć, że nie tylko nie byłam pod tym względem jak nowy pracownik, ale wręcz miałam jeszcze coś do odrobienia.

Brzmi jak wyzwanie.

I tak też to potraktowałam. Moje wcześniejsze role przejęły inne osoby, a ja dostałam dość trudne zadania – związane z rekrutacją DevOpsów, co nie jest najłatwiejszym zadaniem. Ale od początku traktowałam to jako formę sprawdzenia się i pokazania, że faktycznie zależy mi, żeby w tym Onwelo zostać.

Czyli ostatecznie wszystko dobrze się skończyło.

Oczywiście, i dlatego możemy dziś się spotkać i o tym rozmawiać.

Ale też nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W tamtej firmie mogłaś się pewnie czegoś nauczyć.

Tam pracowałam na Salesforce, największym pakiecie CRM i automatyzacji na świecie. Jest bardzo dużo partnerów Salesforce’a, czyli firm, które specjalizują się stricte w działaniu w obrębie tej platformy. Poznałam tam cały świat Salesforce’a, certyfikacje, języki programowania, technologie i wszystko, co jest potrzebne do wydajnej pracy w tym systemie. Poznałam też trochę ludzi z tej branży w Polsce i nabrałam w niej obycia. Znam różne firmy, ich konkurencję i wiem, jak wygląda sytuacja rynkowa i jakie są wyzwania. Teraz na przykład pojawiła się taka potrzeba, aby dla jednego z naszych klientów zrekrutować Salesforce developerów i Aneta, moja przełożona, od razu wiedziała, aby przyjść z tym właśnie do mnie. Dzięki nauce tego narzędzia podczas rekrutacji dobrze wiedziałam, co taka osoba musi mieć, jaką wiedzę, umiejętności, jakie certyfikaty.  

W tamtej firmie na pewno nauczyłam się też bardziej indywidualnego podejścia do kandydatów – to jest coś, do czego przykładało się tam dużą wagę. Dzięki tej wiedzy i umiejętnościom mogę się też wyróżnić na LinkedInie, który jest świetnym miejscem do wyszukiwania kandydatów. Nauczyłam się dokładniej czytać profile i umiejętności osób, które przeglądam podczas rekrutacji i wyciągnąć z tego wnioski, np. na temat tego, jakie ta osoba może mieć potrzeby i czym ją można przyciągnąć do Onwelo. Wcześniej mało działałam na LinkedInie.  

Z kolei w Onwelo dużo się nauczyłam pracy dotyczącej Direct Searchu, czyli właśnie znajdowania odpowiedniego kandydata, obycia w branży IT, czy tego, jak samemu pozyskiwać kandydatów z różnych źródeł; jak samemu ich znajdować, a nie bazować tylko na przysłanych do nas aplikacjach.  

Paradoksalnie mogę powiedzieć, że pomimo bardzo krótkiego stażu w tamtej firmie, nauczyłam się tam bardzo dużo, bo jej pracownicy mieli zupełnie inne sposoby pracy, działali w zupełnie innym środowisku i uczyły mnie inne osoby. Było to odświeżające. No i, o czym wspomniałam, był tam położony duży nacisk na pracę w Salesforce, co mogę wykorzystywać dzisiaj w Onwelo.

A oprócz nauki nowych umiejętności – czy z całej tej sytuacji masz jakąś lekcję życiową?

Oczywiście! Gdybym uważała, że nie można wrócić do miejsca, z którego się wcześniej odeszło, to wiele bym dziś straciła. I gdybym się bała, co ludzie pomyślą, albo że „głupio tak wracać”, że będzie to wyglądało na nieprzemyślaną decyzję, że będzie nieprofesjonalne, i tak dalej – to bym tego nie zrobiła, a było warto. 

Lubię się chwalić tym, że tu wróciłam… może nie chwalić, ale uważam, że ludzie mają prawo popełniać błędy i spróbować czegoś innego. Jestem dumna z tego, że wróciłam do Onwelo, i z tego, jak ta organizacja dziś wygląda. I uważam, że każdy może popełnić błąd. I że nie ma co się bać, bo zawsze można go naprawić. A przynajmniej spróbować.

Edyta Furman-Więcka – w Onwelo od ponad 1,5 roku (z małą przerwą) zajmuje się rekrutacją i HR. Prywatnie miłośniczka ciężkiej muzyki, anime, treningu siłowego i kettlebells hardstyle. Wychowuje dwa charty, do których niedługo dołączy mały tollerek. 

Jan Grochocki – z wykształcenia dziennikarz i polonista. W Onwelo zajmuje się content marketingiem. Prywatnie pisze scenariusze filmowe i wyszukuje perełki książkowe w antykwariatach. 

 

Zostaw komentarz

Polecamy

Czym jest brand hero i jak może pomóc marce?

Czym jest brand hero i jak może pomóc marce?

Mały Głód, Serce i Rozum, ludzik Michelin – jako brand hero reprezentują oni swoje marki. W tym roku dołączył do nich Onwelek, nasz własny brand hero. Dowiedz się, czym jest brand hero, jakie pełni funkcje i jak przebiega jego kreacja!

Czym jest brand hero i jak może pomóc marce?

Czym jest brand hero i jak może pomóc marce?

Mały Głód, Serce i Rozum, ludzik Michelin – jako brand hero reprezentują oni swoje marki. W tym roku dołączył do nich Onwelek, nasz własny brand hero. Dowiedz się, czym jest brand hero, jakie pełni funkcje i jak przebiega jego kreacja!

#Udostępnij

strzałka przewiń do góry strony