16 maja 2023

W pracy najważniejsze jest

„Bardzo polecam każdemu takie wyjście ze swojej strefy komfortu”. O tym, co jest ważne w pracy, rozmawiamy dziś z Piotrem Gałązkiewiczem, naszym Quality Assurance.

W Onwelo pracowałeś 3 lata i 3 miesiące

Odszedłem z Onwelo w 2020 roku, z końcem lipca. Miałem wtedy plan, aby przeprowadzić się nad morze i spróbować życia w innym mieście, z dala od tego, co jest mi znane, czyli od Krakowa i okolic. Nigdy nie było okazji, żeby wyjść ze swojej strefy komfortu, a wtedy się taka nadarzyła. Więc skorzystałem. 

Spróbowałem też się dostać na takie samo stanowisko – w Onwelo zajmowałem się quality assurance, czyli automatyzacją testów. Trafiłem do największego skandynawskiego banku, do działu capital market, gdzie zajmowaliśmy się ryzykiem walorów finansowych, które bank posiadał. Liczyliśmy różne wskaźniki raportowe.  

Mnie to wszystko świetnie zagrało – chciałem iść na projekty bankowe i się udało – to raz; znalazłem pracę w capital market, bo interesowałem się giełdą – to dwa. W dodatku jeszcze Gdańsk, bardzo ładne miasto. Żeby tego było mało, to się jeszcze okazało, że z 19. piętra Olivia Business Center, gdzie pracowałem, mieliśmy przepiękny widok na całe miasto i na zatokę. Moim zdaniem może być nawet ładniejszy niż widok z 30. piętra Skylinera w Warszawie. Więc gdy się okazało, że przeszedłem pozytywnie całą rekrutację i będę pracował w takim miejscu, no to nie mogłem odmówić.

To były pierwsze miesiące po rozpoczęciu pandemii, bardzo niepewne czasy. Tak duże zmiany w tym czasie to odważne posunięcie.

Tak, wszystko to działo się trzy-cztery miesiące po tym, jak się zaczął covid. Ale ta moja decyzja o zmianach w życiu zbiegła się z tym, że w projekcie, w którym brałem udział, zespół został zmniejszony, a ja zostałem przeniesiony do projektu wewnętrznego. Uznałem więc, że to jest dobry moment, żeby się sprawdzić gdzie indziej. 

Nikt nie miał o to pretensji do Ciebie?

Nie, to były decyzje czysto biznesowe. To było tak, że ja dołączyłem do projektu, który i tak miał trwać jedynie od maja do końca czerwca, ale przedłużył się do końca lipca, więc idealnie się wszystko się ułożyło. Nikt nie ucierpiał, bo wszystko się pięknie zazębiło. 

Gdy jesteś w środku projektu i nagle postanawiasz rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, to będzie to wkurzające dla osób, z którymi pracujesz

– bo one Ci zaufały i liczyły, że Twoja wiedza i kompetencje pozwolą dowieźć dany projekt do końca. I ja też nie chciałem robić krzywdy tym, że odchodzę. Ale w takiej sytuacji, w jakiej się znalazłem, było to gładkie i bezproblemowe. Tym bardziej, że w pewnym momencie poodchodzili stąd moi znajomi, którzy tutaj pracowali, a z tymi nowymi nie miałem kontaktu. I to też przyczyniło się do tego, że ja wtedy odszedłem. 

Fajny projekt, zgodny z zainteresowaniami, duża, stabilna firma, nowe miasto i jeszcze biuro z pięknym widokiem. Co się takiego stało, że jednak tam nie zostałeś?

U nas pracowałem głównie dla projektów realizowanych przez Onwelo, natomiast tam było takie zderzenie się z korporacją. I to było zderzenie z taką prawdziwą korporacją, której ziarna mielą naprawdę powoli. Nawet mój manager stamtąd mówił – bo codziennie widzieliśmy z okien statki wpływające do portu – że ta korporacja jest takim ogromnym masowcem, który zmienia kierunek bardzo powoli. To porównanie zawsze mi się podobało. 

A jak wspominasz samą przeprowadzkę?

Okres tzw. pandemii, wraz z idącymi z nim obostrzeniami nie był najlepszym okresem na nowy początek w nowym miejscu czy też poznawanie nowych osób w sytuacji, gdy większość miejsc, w których w normalnych czasach się spotykamy, jest zamknięta. 

Ale za to mogę powiedzieć, że całe to doświadczenie bardzo mnie wzmocniło psychicznie. Bardzo polecam każdemu takie wyjście ze swojej strefy komfortu.

Teraz czuję, że mogę pojechać tak naprawdę gdziekolwiek i że wszędzie sobie poradzę. 

Rozumiem, że to zderzenie z korporacją było na tyle bolesne, że postanowiłeś wrócić do nas. Jakie były Twoje wrażenia po powrocie? 

Przez cały ten czas mój były manager z Onwelo utrzymywał kontakt ze mną. A ja czułem, że wracam do czegoś znanego, bo tutaj w wielu sprawach niewiele się zmieniło.  

Gdy byłem tu pierwszy raz, to zacząłem pracę jeszcze w takim momencie, że wszyscy chodzili do biura. Krakowskie biuro liczyło wtedy w sumie z 70 osób. To nie jest dużo, więc siłą rzeczy znasz tych ludzi, widujesz się z nimi na korytarzu i chodzisz z nimi na kawę czy herbatę. Ty ich znasz, oni także cię znają i przychodzisz do nich jak do starych znajomych. 

 

Jak wyglądał Twój powrót?

Bardzo prosto – zadzwonił do mnie Bartek Czyż i zaprosił do firmy.

Nie wolałeś zostać w Gdańsku i pracować zdalnie?

Nie chciałem pracować zdalnie. Praktycznie codziennie pracuję z biura i nie chcę tego zmieniać.

Dla jednych powrót do tej samej pracy jest bardzo pozytywnym doświadczeniem, bo mogą wrócić do czegoś znanego, a dla innych wręcz przeciwnie – odbierają to jak krok wstecz.

Oczywiście zawsze może się znaleźć ktoś, kto powie o mnie „o, syn marnotrawny wrócił”, albo stwierdzi, że wróciłem, bo nie poradziłem sobie w nowym miejscu. Ale przecież mógłbym znaleźć sobie inną pracę, może nawet na innych warunkach czy przy ciekawszym projekcie – tutaj jednak wiedziałem, do czego wracam, znam tych ludzi.

Myślę też, że ważne jest to, że ktoś mnie tu obdarza zaufaniem.

Bo wiesz, przychodzisz do nowego miejsca i ok, jesteś – ale jakby Cię nie było, to też by się nic nie stało, bo w sumie to na początku nikt się Tobą też nie interesuje. Musisz sobie zapracować na zaufanie i pozycję. Tutaj wracałem do czegoś znanego i stabilnego. A management się tu nie zmienił.

Czy wejście w nowy projekt też było takie gładkie i bezproblemowe?

Jeżeli znasz osoby, z którymi pracujesz, to mniej więcej wiesz, jakich ludzi oni będą zatrudniali. I wiesz, że to będzie mniej więcej ten sam typ pracownika, który i Tobie odpowiada, jeśli oczywiście dotąd Ci odpowiadał.

Czy masz z tego wszystkiego jakąś lekcję życiową, którą mógłbyś się z nami podzielić?

Mógłbym powiedzieć jakiś banał w stylu „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”, ale powiem co innego. 

Nie jestem zwolennikiem częstych rotacji w pracy, nie zmieniam jej częściej, niż to konieczne. Pierwszą pracę zmieniłem, bo tamta firma upadła, więc po prostu musiałem szukać nowej. Z niej przeszedłem od razu do Onwelo. Potem przez trzy lata nie byłem w żadnym procesie rekrutacyjnym. A dopiero wtedy, gdy pojawił się pomysł przeprowadzki do Trójmiasta, poszedłem na jeden i w rezultacie przeszedłem do Jit Team. 

 

Zostaw komentarz

Polecamy

Czym jest brand hero i jak może pomóc marce?

Czym jest brand hero i jak może pomóc marce?

Mały Głód, Serce i Rozum, ludzik Michelin – jako brand hero reprezentują oni swoje marki. W tym roku dołączył do nich Onwelek, nasz własny brand hero. Dowiedz się, czym jest brand hero, jakie pełni funkcje i jak przebiega jego kreacja!

Czym jest brand hero i jak może pomóc marce?

Czym jest brand hero i jak może pomóc marce?

Mały Głód, Serce i Rozum, ludzik Michelin – jako brand hero reprezentują oni swoje marki. W tym roku dołączył do nich Onwelek, nasz własny brand hero. Dowiedz się, czym jest brand hero, jakie pełni funkcje i jak przebiega jego kreacja!

#Udostępnij

strzałka przewiń do góry strony